W zeszłym sezonie Mariusz Miękoś powrócił na wyścigowe tory. Po wygraniu w 2007 roku z Robertem Kisielem i Jean-Claude Laruelle’em klasy H-3500 (DSMP – przyp. aut), postanowił przesiąść się za kierownicę Porsche 997 GT3 Cup. Kierowca Fastline Racing zamierza w tym roku zaliczyć pełen cykl startów w WSMP i DSMP oraz wystąpić w kilku wyścigach 24-godzinnych. Aktualny sezon w Wyścigowych Mistrzostwach Polski Miękoś rozpoczął bardzo pomyślnie - od zajęcia dwóch drugich miejsc w inauguracyjnej rundzie. Tym samym, reprezentujący barwy Fastline Advertising zawodnik pokazał, że wiosenne testy i ciężka praca przyniosły zamierzony skutek. Oto wywiad, w którym przeczytacie Państwo o drodze do sportowych wyników, rajdowych planach Miękosia, jego wyścigowych marzeniach, opinii o jeździe Jana Seyffartha oraz jakie ma on lekarstwo na polskie wyścigi. Zapraszamy do lektury!
Przed sezonem było wiadomo, że będziesz startował w wyścigach długodystansowych. W ostatniej chwili podjąłeś jednak także decyzję o startach w sprincie. Co Cię do tego skłoniło?
Mariusz Miękoś: - Geneza jest prosta. Jak już jesteśmy na torze i mamy „wyrwany z życia” weekend, to naturalną pragnieniem jest jeździć jak najwięcej. Dlatego postanowiłem pojechać także w sprincie. To dla mnie dodatkowa możliwość poznania Porsche 997 GT3 Cup, które jest bardzo wymagającym samochodem. Szybko okazało się, że nie ma sensu jeździć innym. Co prawda miałem już dograną sprawę startu w sprincie w Porsche 996 należącym do zespołu Lukas Motorsport, jednak im więcej przejechałem testów w 997, tym bardziej oczywisty stawał się fakt, że jazda starszym modelem jest bezcelowa. Chciałem pojechać sprint w barwach teamu Wieśka Lukasa, ale nie było wolnego samochodu w specyfikacji 2007. Podczas testów na Lausitzring, właściciele czeskiego zespołu K plus K Motorsport zauważyli naszą jazdę i zaczęliśmy rozmawiać. Zaproszono mnie na testy. W dodatku Maciek Stańco rekomendował ten zespół i tak zrodził się pomysł startu w barwach tego teamu. Modelem, którym wystartowałem w Poznaniu wcześniej jeździł Jiri Janak. Wydaje mi się, że team Lukas Motorsport dużo zyska na moich występach w barwach czeskiego zespołu. Będę bardziej „wjeżdżony” w 997-kę i przybędzie mi umiejętności, doświadczenia. Starty w sprincie traktuję więc jako inwestycję w swoją jazdę w wyścigach długodystansowych.
Jak w tej sytuacji będzie wyglądała sprawa obsługi samochodów, którymi startujesz?
M.M: W wyścigach DSMP będę jeździł razem z Adamem Kornackim samochodem zespołu Lukas Motorsport, obsługiwanym przez SMS Seyffarth Motorsport. W sprincie pojadę tak jak wspomniałem w barwach K plus K i tym autem całkowicie zajmą się Czesi, którzy na każdą rundę przywiozą swoją naczepę serwisową.
Jak ocenisz postęp jaki zrobiłeś od czasu pierwszych testów w Porsche na Hockenheim?
M.M: Myślę, że mogą to ocenić przede wszystkim niemieccy inżynierowie zespołu Seyffarth oraz bardziej doświadczeni ode mnie kierowcy. Czuję jednak, że im jeżdżę szybciej, tym większą mam pokorę względem Porsche. Naprawdę trzeba wiedzieć jak przyspieszać i jak hamować tym autem. 911-ka jest wymagająca na zakrętach i należy zaczekać z dodawaniem gazu niemalże do czasu, aż wyprostuje się kierownicę.
Czy treningi pod okiem niemieckich inżynierów dużo Ci dały?
M.M: Uważam, że jazdy pod okiem takich fachowców są niezbędnym warunkiem do jakiegokolwiek postępu. Nie wyobrażam sobie pierwszych startów Porsche bez opieki doświadczonych inżynierów i mechaników. Prawdopodobnie gdyby nie oni, obecnie jeździłbym tym samochodem w kółko, uzyskując czasy gorsze niż w 2007 SEAT-em Leon Supercopa.
Czy starty w Porsche są dla Ciebie spełnieniem marzeń?
M.M: - Zdecydowanie tak. Zaskoczyło mnie, że te marzenia spełniły się tak szybko i że jestem w stanie im podołać. Są oczywiście jeszcze inne samochody, którymi chciałbym pojechać – na przykład Porsche 911 RSR. Niesamowitym przeżyciem byłoby z pewnością także poprowadzenie Maserati MC12, ale podkreślam - byłoby to przeżycie. Moje wyścigowe marzenie dotyczą tylko 911-ki. No i zwycięstw, oczywiście. Chciałbym wygrać 911 razy, to byłby dobry hołd dla marki.
W zeszłorocznym Rajdzie Barbórki Warszawskiej wystartowałeś Lancią Delta Integrale. Czy ujrzymy Cię jeszcze za kierownicą tego legendarnego auta podczas jakieś imprezy?
M.M: Myślę, że taką imprezą może być tylko Barbórka. W trakcie tego rajdu spotykają się zawodnicy z różnych dyscyplin samochodowych i z przyjemnością pojechałbym tym autem jeszcze raz. Jestem w nim zakochany i jednocześnie zdumiony tym, jak trudno je opanować. Mnie nie udało się to chyba nawet w 10 procentach.
Nie zastanawiałeś się nad startem w Rajdzie Monte Carlo Historique?
M.M: Nie tylko zastanawiałem się, ale nawet prowadzę już rozmowy z Piotrkiem Zaleskim, który przygotowuje kolejnego Poloneza 2000. W styczniu niewiele się dzieje w motorsporcie. Jeśli rajd nie zbiegnie się z terminem wyścigu 24-godzinnego w Dubaju, to postaram się pojechać w Monte Carlo Historique. Piotrka start w tym roku był sensacją, a samochód po porostu mnie olśnił. Rajdówka lepsza, niż lata temu oryginał z OBR FSO (FSO Sport).
Jesteś wielkim zwolennikiem wyścigów 24-godzinnych. Co Ci najbardziej odpowiada w takiej formie rywalizacji?
M.M: Prędkość oraz to, że... można długo jechać. W pewniej fazie przygotowań do startu w 24-godzinnym wyścigu w Dubaju SEAT-em śmialiśmy się, że Robert Kisiel i Jean-Claude Laruelle pojadą po 2 godziny, a ja sam pozostały dystans. Uwielbiam się ścigać i zawsze żałuję, kiedy mechanicy każą mi zjeżdżać z toru do boksów.
Jak oceniasz szanse na zaistnienie i zdobycie popularności w Polsce tak profesjonalnego zespołu jak team Lukas Motorsport?
M.M: Zespół już teraz odnosi spore sukcesy i kolejni kierowcy deklarują chęć startów w nim. Cieszy mnie fakt, że nasza czwórka została wyróżniona i otrzymała możliwość występów w barwach tego teamu w tym sezonie. Jest on profesjonalny pod każdym względem i należy wspomnieć, że mamy w nim szanse przejechania całej serii długodystansowych wyścigów o Mistrzostwo Polski oraz nowej serii czterech wyścigów 24-godzinnych. Nasze starty w cyklu DSMP to zdobywanie doświadczeń, ale też konieczność spełnienia obowiązków wobec sponsorów, którzy oczekują po nas pojawiania się na polskich torach.
W tym momencie nasuwa się pytanie o przyszłość polskich wyścigów. Czy widzisz jakąś szansę na poprawę sytuacji?
M.M: Złotym środkiem są tanie puchary markowe. Jest wielu kierowców, którzy są w stanie wsiąść w Kia Picanto, złapać przysłowiowego bakcyla i zarazić nim swoich pracodawców. Jest to pierwszy krok ku temu, aby zarówno kierowców jak i pieniędzy było więcej. Drugim rozwiązaniem jest wzięcie przykładu z działalności Czechów i organizowanie mistrzostw na torach sąsiadujących państw - wtedy są szanse na duże imprezy. Wystarczyłoby, że do naszego kraju przyjechaliby Czesi, a świat polskich wyścigów zmieniłby się diametralnie. Kolejną opcją, ale i warunkiem jest przygotowanie w Polsce drugiego i kolejnych torów i mam nadzieję, że Kielce spełnią pod tym względem oczekiwania. Wyścigi są na całym świecie biznesem, my jesteśmy jeszcze cały czas na start-upie.
Czy treningi pod okiem niemieckich inżynierów dużo Ci dały?
M.M: Uważam, że jazdy pod okiem takich fachowców są niezbędnym warunkiem do jakiegokolwiek postępu. Nie wyobrażam sobie pierwszych startów Porsche bez opieki doświadczonych inżynierów i mechaników. Prawdopodobnie gdyby nie oni, obecnie jeździłbym tym samochodem w kółko, uzyskując czasy gorsze niż w 2007 SEAT-em Leon Supercopa.
Czy starty w Porsche są dla Ciebie spełnieniem marzeń?
M.M: - Zdecydowanie tak. Zaskoczyło mnie, że te marzenia spełniły się tak szybko i że jestem w stanie im podołać. Są oczywiście jeszcze inne samochody, którymi chciałbym pojechać – na przykład Porsche 911 RSR. Niesamowitym przeżyciem byłoby z pewnością także poprowadzenie Maserati MC12, ale podkreślam - byłoby to przeżycie. Moje wyścigowe marzenie dotyczą tylko 911-ki. No i zwycięstw, oczywiście. Chciałbym wygrać 911 razy, to byłby dobry hołd dla marki.
W zeszłorocznym Rajdzie Barbórki Warszawskiej wystartowałeś Lancią Delta Integrale. Czy ujrzymy Cię jeszcze za kierownicą tego legendarnego auta podczas jakieś imprezy?
M.M: Myślę, że taką imprezą może być tylko Barbórka. W trakcie tego rajdu spotykają się zawodnicy z różnych dyscyplin samochodowych i z przyjemnością pojechałbym tym autem jeszcze raz. Jestem w nim zakochany i jednocześnie zdumiony tym, jak trudno je opanować. Mnie nie udało się to chyba nawet w 10 procentach.
Nie zastanawiałeś się nad startem w Rajdzie Monte Carlo Historique?
M.M: Nie tylko zastanawiałem się, ale nawet prowadzę już rozmowy z Piotrkiem Zaleskim, który przygotowuje kolejnego Poloneza 2000. W styczniu niewiele się dzieje w motorsporcie. Jeśli rajd nie zbiegnie się z terminem wyścigu 24-godzinnego w Dubaju, to postaram się pojechać w Monte Carlo Historique. Piotrka start w tym roku był sensacją, a samochód po porostu mnie olśnił. Rajdówka lepsza, niż lata temu oryginał z OBR FSO (FSO Sport).
Jesteś wielkim zwolennikiem wyścigów 24-godzinnych. Co Ci najbardziej odpowiada w takiej formie rywalizacji?
M.M: Prędkość oraz to, że... można długo jechać. W pewniej fazie przygotowań do startu w 24-godzinnym wyścigu w Dubaju SEAT-em śmialiśmy się, że Robert Kisiel i Jean-Claude Laruelle pojadą po 2 godziny, a ja sam pozostały dystans. Uwielbiam się ścigać i zawsze żałuję, kiedy mechanicy każą mi zjeżdżać z toru do boksów.
Jak oceniasz szanse na zaistnienie i zdobycie popularności w Polsce tak profesjonalnego zespołu jak team Lukas Motorsport?
M.M: Zespół już teraz odnosi spore sukcesy i kolejni kierowcy deklarują chęć startów w nim. Cieszy mnie fakt, że nasza czwórka została wyróżniona i otrzymała możliwość występów w barwach tego teamu w tym sezonie. Jest on profesjonalny pod każdym względem i należy wspomnieć, że mamy w nim szanse przejechania całej serii długodystansowych wyścigów o Mistrzostwo Polski oraz nowej serii czterech wyścigów 24-godzinnych. Nasze starty w cyklu DSMP to zdobywanie doświadczeń, ale też konieczność spełnienia obowiązków wobec sponsorów, którzy oczekują po nas pojawiania się na polskich torach.
W tym momencie nasuwa się pytanie o przyszłość polskich wyścigów. Czy widzisz jakąś
Ewunia długo nie była w stanie zrozumieć, jak ważną rolę odgrywają w moim życiu wyścigi i inne sporty ekstremalne. W zeszłym roku, dzięki rewelacyjnej atmosferze w teamie SEAT-a, oswoiła się z prędkością i ryzykiem jakie istnieje na torze. Zaobserwowała jak dużą wagę przykłada się do kwestii bezpieczeństwa. Nie będzie jej jednak łatwo w przyszłości, bo nasi dwaj synowie już bardzo zapatrują się na własne sporty ekstremalne. Starszy Mateusz uprawia bardzo poważnie dirt jumping – ekstremalną odmianę freestylu na rowerach.
Czy synowie pójdą w wyścigowe ślady taty?
Myślę, że w tej chwili obaj chłopcy płoną miłością do wyścigów - choć póki co, tych wirtualnych.
Obaj jeżdżą bardzo dobrze i kiedy zacząłem się przygotowywać do startów na nowych torach za pomocą symulatora GTR, trenowali ze mną. O ile Mikołaj jeździ świetnie jak na 8-latka, to 15-letni Mateusz tak opanował tory i technikę prowadzenia samochodu wyścigowego na symulatorze, że obecnie „wkłada” mi 1-2 sekundy na okrążeniu. Umówiliśmy się z żonką, że nie będziemy chłopców namawiać do ścigania się, ale chyba każde z nas bierze pod uwagę, że to bardzo wciąga, zwłaszcza teraz, kiedy tata w wyścigowym Porsche staje na pudle.
Czego Ci życzyć w najbliższych startach?
Tego, aby nasze samochody wyścigowe swoim stanem technicznym pozwalały nam dojeżdżać do mety. Bo zwycięzcy są właśnie tam - na mecie.
Rozmawiał: Tomasz Helman (thmedia.pl)
Kontakt: Mariusz Miękoś, mariusz.miekos@fastline.pl , mob: +48 601 280 520
Dodał:CH Żródło: TH MEDIA