W miniony weekend Adam Kornacki– wracający do wyścigowych zmagań po kontuzji barku – wystąpił w finałowej X rundzie Wyścigowych Samochodowych Mistrzostw Polski oraz, wraz z Mariuszem Miękosiem, w V eliminacji Długodystansowych Samochodowych Mistrzostw Polski, które rozegrane zostały na torze w Poznaniu. Zawodnik reprezentujący barwy otoMoto.pl Racing wykazał się wielką wolą walki i w sprincie zajął 5. miejsce w klasie, a w długim dystansie ekipa Kornacki/Miękoś pojawiła się na mecie jako trzecia.
W czasówce do sprintu Dywizji 4 Adam Kornacki zajął bardzo dobre czwarte miejsce i z tej pozycji wystartował w sobotnim wyścigu. Na brudnym i mokrym torze Kornacki, odczuwający jeszcze ślady kontuzji barku, jechał dobrze i dzielnie się spisywał na tle rywali. Zawodnik otoMoto.pl Racing ukończył ten bieg na 5. miejscu w klasie powyżej 3500 ccm i 8. w całej stawce. Występ w WSMP Adam Kornacki potraktował jako rekonesans przed sezonem 2009 i startem w pełnym cyklu sprinterskiej rywalizacji.
Także w wyścigu długodystansowym na torze toczyła się zacięta walka. Ekipa Kornacki/Miękoś wystartowała z trzeciej pozycji. Pierwszy do Porsche 997 GT3 Cup zespołu Lukas Motorsport wsiadł Mariusz Miękoś, który przez większą część swojej zmiany utrzymywał się na drugim miejscu, a następnie objął prowadzenie, wyprzedzając swojego kolegę z teamu – Stefana Bilińskiego. Następnie Miękosia zastąpił za kierownicą Kornacki, który przez kilka okrążeń jechał na czele stawki. Następnie minęło go drugie Porsche Lukas Motorsport, a po emocjonującym pojedynku na przedostatnim okrążeniu zawodnika otoMoto.pl Racing wyprzedził jeszcze Mateusz Lisowski w Renault Megane Trophy. Ostatecznie załoga Kornacki/Miękoś uplasowała się więc na trzeciej pozycji, co pozwoliło na obronę prowadzenia w klasyfikacji generalnej. O tym czy Kornacki wraz ze swoim partnerem z teamu sięgnie po tytuł mistrzowski zadecyduje ostatnia runda, która odbędzie się w dniach 24 – 25 października na torze w Brnie (Czechy).
Adam Kornacki: - Sobotni sprint był chyba najdziwniejszym wyścigiem nie tylko w jakim jechałem, ale i jaki kiedykolwiek widziałem. Na torze było nadzwyczajnie zimno i mokro – jeździło się niemalże jak po lodowisku. Podczas pierwszych sześciu okrążeń nie byłem w ogóle w stanie zagrzać opon. Jechałem na używanych, natomiast chłopakom w innych Porsche opony nagrzewały się szybciej, ponieważ mieli nowe zestawy, które wcześniej zaczynają „współpracować” z kierowcą. Moje opony zagrzały się dopiero na szóstym okrążeniu, gdy tor już zaczął przesychać i dało się naprawdę jechać, natomiast wcześniej po prostu „walczyłem o życie”. Początek był straszny, ale w miarę upływu czasu warunki polepszały się i jechało się dużo bardziej komfortowo. Jeśli chodzi o moje miejsce, tonie jest to rewelacja, ale w tych warunkach to dobrze, że nie stało się nic gorszego. Przebyta kontuzja i ogólne osłabienie organizmu sprawiło, że w wyścigu dystansowym nie mogłem pokazać wszystkich swoich możliwości. Myślę, że gdybym jechał tak jak jeździłem dwa miesiące wcześniej podczas rundy w której gościliśmy Czechów, to spokojnie obroniłbym się przed atakami Mateusza Lisowskiego. Wiedziałem wcześniej, że ten zawodnik jedzie bardzo szybko i będę miał z nim kłopoty w końcówce. Byłem jednak już wtedy tak słaby i wycieńczony, że nie byłem w stanie nic zrobić. Cieszę się, że podczas całej mojej półtoragodzinnej zmiany utrzymywałem bardzo równe tempo. W końcówce miałem jeszcze opony w niezłym stanie, samochód był perfekcyjny i była szansa na obronę, ale wiedziałem, że ja jako kierowca nic nie wskóram. Finał DSMP zapowiada się bardzo ciekawie. Gdybyśmy z Mariuszem przyjechali na drugim miejscu, bylibyśmy teraz w bardziej komfortowej sytuacji. Chłopcy w drugim Porsche pojechali rewelacyjnie, nasz zespół Lukas Motorsport wygrał wszystkie rundy DSMP w tym sezonie, więc możemy być naprawdę zadowoleni. Wszystko rozstrzygnie się w Brnie, gdzie mam nadzieję będziemy mieć możliwość zorganizowania wcześniej testów. Ogólnie jestem zadowolony z poznańskich zawodów. Nawet dziennikarze podchodzili do mnie po wyścigu, mówiąc że długi dystans dostarczył im niesamowicie wiele emocji. Wrażenia są zatem szalenie pozytywne i cieszy mnie, że byliśmy w stanie ciekawie walczyć na torze do ostatnich sekund.